czwartek, 23 grudnia 2010

Życzenia Świąteczne





Zdrowych, wesołych Świąt
Hojnego Mikołaja
A w Nowym Roku spełnienia marzeń
i wielu codziennych uśmiechów!

Aleksandra Tyl



piątek, 15 października 2010

noc jesienna

Zauważyłam właśnie, że mój ostatni wpis na blogu jest datowany na 21 lipca! A mamy połowę października...
Chciałabym napisać, że nie odzywałam się, bo utknęłam w Dżunglii Amazońskiej albo na Karaibach, ale niestety, jakoś tam nawet nie zawędrowałam...

Jestem ostatnio całkowicie pochłonięta pisaniem mojej kolejnej powieści.

Pozdrawiam ciepło, choć za oknem mocno już jesiennie, niemal zimowo:)


środa, 21 lipca 2010

lato:)

Przyznacie chyba, że dawno nie było takiego wspaniałego lata:)
Chyba każdy się cieszy, nawet ten, który akurat siedzi w mieście. O wiele przyjemniej wstaje się rano, gdy za oknem słońce. I o wiele przyjemniej człowiek funkcjonuje w dzień. Fakt, upały mogą być męczące, ale ja i tak się cieszę że je mamy. Już nie muszę marzyć o ciepłych krajach, bo ciepły kraj mam na miejscu.
Nawet komary przestały być uciążliwe. Wystarczy spryskać się offem i spokój. To działa:)
Bardzo jest przyjemnie. Chciałabym, żeby co roku było takie właśnie ciepłe i słoneczne lato!

piątek, 16 lipca 2010

Najlepsze przyjaciółki:)

Hmmm... Nie sądziłam, że na swoim blogu reklamować będę swoją konkurencję...
Ale z drugiej strony, ja specjalizuję się w relacjach damsko-męskich, a autorka o której chcę napisać w relacjach damsko-damskich. Nie, nie miłosnych bynajmniej, ale tych koleżeńsko-przyjacielskich:)
Poza tym ona jest ze Stanów, więc daleko daleko, poza tym opublikowało ją Wydawnictwo Prozami, czyli to samo, które i mnie wydaje, a zatem można powiedzieć że to nie do końca konkurencja, więc nie zaszkodzi napisać o książce, skoro mi się podoba:)

Otóż chodzi o "Cieszę się twoim szczęściem" L. Rosenfeld. Książka traktuje o "najlepszych przyjaciółkach". Czytałam z zainteresowaniem i przyznaję, że autorka trafiła w punkt. Takie właśnie, my kobiety, jesteśmy. Z jednej strony pragniemy przyjaźni, walczymy o nią, chcemy mieć dobre koleżanki, a z z drugiej strony trudno nam czasem przełknąć fakt, iż nasze przyjaciółki bywają od nas w czymś lepsze. Bo prościej jest pocieszyć w niepowodzeniu, niż cieszyć się z sukcesów. Nieprawdaż?
Ciekawa jestem waszego zdania na ten temat.
A książka ciekawa, polecam!


wtorek, 22 czerwca 2010

Wianki

Hej dziewczyny, przypominam, że jutro NOC ŚWIĘTOJAŃSKA:-)
A zatem proponuję, abyście bladym świtem przed pracą/uczelnią (czy gdzie tam chodzicie) wybrały się na poszukiwanie ziół:) W końcu trzeba z czegoś ten wianek na wieczór upleść. A nie może być to byle co! Żadna tam koniczyna czy rumianek. Jest siedem magicznych ziół: rosiczka, płomyk, bylica biała, dziewanna, ruta, szałwia i dziurawiec. Z tego należy upleść wianek z koleżankami, odtańczyć dziki taniec i równo o północy rzucić wianek na rzekę i obserwować, jak płynie. Jeśli nie utonie i odpłynie w czeluść nocy nie zahaczając o nic po drodze, czeka was szczęście. Więc najlepiej wybrać szeroką spokojną rzekę, bez wystających konarów:)

Panny natomiast niech z rana poszukają małej paprotki zwanej nasięźrzałem:
tutaj można go obejrzeć
Należy go wpleść we włosy, co potęguje moc miłości.

Niestety, dodać trzeba uczciwie, że nasięźrzał należy do malutkich roślin i nie dość, że jest trudny do zauważenia, to w Polsce jest to gatunek ginący... Hmmm...

No cóż tak czy inaczej, warto uzbroić się jutro w jakieś ziółka, puścić wianek i spokojnie czekać na szczęście i miłość. Podobno wróżby świetojańskie mają niezwykłą skuteczność:)


poniedziałek, 24 maja 2010

Byle do środy

Wody w Wiśle powoli ubywa, ale wały dalej są zagrożone przesiąkaniem. Byle do środy. Wtedy już sytuacja powinna się unormować.
Przyznam, że jak w nocy, pośród kompletnej ciszy słyszę nagle syreny wozów strażackich, policyjnych, to jestem cała w nerwach, czy zaraz nie zawyją syreny alarmowe, ogłaszające nadchodzącą powódź. Nie wyobrażam sobie takiej wielkiej wody, obrazy w tv przekazujące to, co się dzieje na zalanych terenach są niczym abstrakcja. Okropne, jak szybko żywioł zagarnia tak olbrzymie powierzchnie.

Przypominam, że do jutra (25 maja) można wysyłać smsy, których dochód przeznaczony jest na pomoc dla powodzian na linię uruchomioną przez Fundację "Nie jesteś sam" i Caritas.
Smsy o treści "pomagam" można wysłać pod numer 72 052 (koszt 2,44 z VAT)


czwartek, 13 maja 2010

Janey Cutler

Widzieliście to?
Osiemdziesięcioletnia babcia wzięła udział w brytyjskiej edycji "Mam Talent". Ledwie słyszała pytania, odpowiadała kruchym głosem, przygarbiona, jak to babinka, ale jak potem wydobyła z siebie siłę w piosence, to ludzie oszaleli na jej pukcie:)

Jak widać nigdy nie jest za późno, aby spełniać swoje marzenia:) Super występ!

Janey Cutler - Mam Talent


piątek, 30 kwietnia 2010

Takie tam...

Nadszedł wreszcie upragniony długi weekend. Czy na pewno taki długi? Ledwie poniedziałek dodatkowo, więc chyba bez szaleństw. Co prawda planowałam przedłużyć sobie ten trzydniowy weekend o całe życie i spędzić go pod palmami, permanentnie rozleniwiona, rozbestwiona, rozimprezowana, z drinkiem w ręku... Ale nici z tego, bo nie wygrałam 20-tu milionów. A zatem samolot odleciał beze mnie, drinki z parasolką pije pewnie już ktoś inny. Trudno.

Tak czy siak weekend nadszedł i trzy dni mam zamiar spędzić beztrosko i przyjemnie. Drinka z parasolką też sobie zrobię, a palma stoi na Jerozolimskich, więc właściwie nie trzeba nawet nigdzie lecieć:)


poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Kto zgarnie 20 milionów?

Byłam dzisiaj na zakupach w markecie. Jest tam okienko zakładów lotto. Zauważyłam wielki plakat "kumulacja 20 000 000".
No cóż, 20 milionów drogą nie chodzi... Postanowiłam zagrać. Ale jak tu wytypować 6 liczb, skoro mam ulubionych 7? Wymyśliłam zatem, że zagram systemem na 7 liczb, bo z tyłu losu była o nim informacja (można postawić w systemie od 7 do 12 liczb). Nie wiedziałam tylko, ile taki los kosztuje, a bankrutować na jednym losie jakoś mi się nie uśmiechało. Pani w okienku też nie znała ceny, bo byłam pierwszą, która o to zapytała, no i zaczęła się akcja informacyjna na cały sklep, bo ja nie chciałam zrezygnować z jednej liczby (bo co, jeśli ona akurat padnie?)

Najpierw "pani lotto" krzyczała do pani kasjerki, czy wie coś na temat systemu. Tamta nie wiedziała, ale za to cała kolejka przy kasie wykazała mocne zainteresowanie tematem, więc uznałam, że może inni też chcieliby wiedzieć... Nie odpuszczę, nie odejdę, dopóki nie dowiem się, ile kosztuje taki zakład. "Pani lotto" dopytywała więc kolejnych pracowników sklepu, ale nikt nie wiedział. W końcu jakaś inna pani kasjerka przyprowadziła mężczyznę, przedstawiając go, jako specjalistę od zakładów gier liczbowych. Pan ze spuszczoną głową przyznał nieśmiało, że on owszem, grał systemem, ale wiele lat temu, więc już nic nie pamięta. Tłum wokół nas był już coraz większy, wszyscy chcieli wiedzieć. Ktoś zaproponował, że zadzwoni do znajomego, żeby sprawdził w internecie, ale jak na złość ów znajomy nie odbierał. Inny zaczął wyliczać hipotetycznie, ile też zakład na 7 liczb mógłby kosztować, ale się pogubił w swoich obliczeniach i nie wskazał konkretnej sumy.

W końcu przyszła kierowniczka sklepu. Przyznała, że ona też nie wie, ale podeszła ze zrozumieniem do mojego obsesyjnego wręcz pragnienia obstawienia wszystkich siedmiu ulubionych liczb i zaproponowała, żebym postawiła ten zakład, a jeśli okaże się za drogi, to można będzie anulować. Przystałam na tę propozycję, wszyscy wyczekiwali w napięciu.
21 zł. Sporo, bo normalnie zakład na 6 liczb kosztuje 3 zł. Anulować? A jeśli te akurat liczby padną?? Nie daruję sobie, że anulowałam. Zagrałam.

W drodze do domu wyliczyłam, że to się nie opłaca. Za 21 zł mogłabym mieć siedem normalnych losów po 6 liczb z różnymi typowaniami. Jestem więc nieekonomiczna i nielogiczna. Zamiast sześciu mam jeden los za 21zł.

21 zł. Jak 21 gramów, tyle ile waży podobno dusza...


piątek, 23 kwietnia 2010

róża...

No i gdzie ta wiosna???? Niby tulipany i żonkile już rozkwitły, drzewa wypuściły pąki, ale ziiimno jak diabli i wcale nie jest wiosennie.

Wyobraźcie sobie, jakiś czas temu, chyba na walentynki (czyli ho ho dawno temu w lutym) dostałam od mojego mężczyzny różę. Taką zwykłą, ciętą, z kwiaciarni. Oczywiście wstawiłam ją do wazonu, jak to zazwyczaj się z kwiatami robi. Po jakimś czasie ładnie się zasuszyła, więc szkoda mi jej było wyrzucać. Przestawiłam więc na parapet i tak sobie stała zasuszona, zapomniana... A teraz, gdy w końcu zdecydowałam się jej pozbyć, okazało się, że wypuściła korzenie! Tym sposobem od góry była zasuszona, a od dołu żywa:)
Zasadziłam ją więc w ogródku i teraz się martwię, żeby mi nie zamarzła.

Swoją drogą, jak silne musi być uczucie, skoro zasuszony kwiat wciąż żyje:)


wtorek, 13 kwietnia 2010

10.04.2010 Tragedia w Smoleńsku

Wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Jest mi bardzo smutno, nie sposób przestać o tym myśleć.

Każda śmierć napawa smutkiem. Czy to katastrofa lotnicza, czy wypadek samochodowy, kataklizm, czy zwykłe umieranie w skutek choroby. Każdy człowiek jest ważny. Tu jednak zginęli ludzie, którzy troszczyli się o nasze wspólne dobro, o nasz spokój, o naszą przysłość, nasz kraj. Tym bardziej więc wstrząsająca staje się ta tragedia, bo zginęło ich w jednym czasie tak wielu.

Jestem pewna, że dusze osób, które zginęły w tej tragicznej katastrofie widzą teraz z góry nasz kraj i świat, nasz smutek i żałobę.
Widzą z pewnością również to, że wielu ludzi na świecie, którzy wcześniej nie interesowali się historią, teraz dowiedziało się o Katyniu.




wtorek, 6 kwietnia 2010

Przemiana minister Kalaty

Jestem w szoku. Ci którzy oglądali pewnie również, a tym, którzy nie oglądali podrzucam link do ddtvn, gdzie umieszczony jest filmik z sobotniego programu.
DDtvn - Przemiana Anny Kalaty

Niezwykła przemiana ze zwyczajnej, niewyróżniającej się "baby" - w śliczną, uroczą kobietę. Jestem pod wrażeniem, zresztą nie tylko ja, bo obserwując reakcję znajomych, chyba każdy jest pod ogromnym wrażeniem tej Przemiany. I nieważne, czy - jak sugerują niektórzy - stał za tym jakiś super indyjski chirurg plastyk, być może wystarczyło schudnąć, poprawić zęby i fryzurę, a efekt jest po prostu piorunujący! Śliczna!

I niech mi nikt nie mówi, że wygląd nie ma znaczenia:)


sobota, 3 kwietnia 2010

Wielkanoc

Nadeszły Święta, a wraz z nimi istne szaleństwo SMS-owych wierszyków. Czy to Boże Narodzenie, czy Wielkanoc, Polacy odkrywają w sobie pokłady twórczej energii. Nie wszyscy... Większość wierszyki wysyła, jak popadnie, klikając klik klik, prześlij dalej i dalej. Czasem zapominając nawet, że należałoby zmienić imię w podpisie. I tym sposobem możemy dostać wierszyk świąteczny od wujka Gerarda, którego nigdy nie posiadaliśmy lub od niejakiej Pysi (kim u licha jest Pysia???).

Tak czy siak, fajnie, że choć mało twórcze - to jednak życzenia, co znaczy, że istniejemy w czyjejś skrzynce adresowej i ktoś o nas pamięta. Nawet ci, których wcale nie znamy:)

Ja nie wierszykiem, a po prostu, życzę Wam
Wesołych Świąt, spokojnych i radosnych, a w Śmigusa Dyngusa nie żałujcie sobie wody! Ponoć im więcej jej zostanie wylane, tym większe szczęście czeka oblanego:)


niedziela, 28 marca 2010

Recka

Ledwie weekend mnie nie było, a tu proszę, jakie niespodzianki:)
Poniżej wklejam komentarz pozostawiony pod poprzednim postem, a wraz z nim link do kolejnej recenzji:)
Swoją drogą, nie wiedziałam że są problemy z dodawaniem komentarzy. Poszperam trochę w opcjach bloga, może coś uda się zaradzić.
Dziękuję Damroce i również pozdrawiam, polecając przy okazji jej blog "Dobre książki"!

"Witam, Pani Aleksandro, próbowałam napisać wcześniej, ale miałam problem z dodaniem komentarza jako Anonimowy gość (bo nie mam konta na google), okazuje się, że trzeba ponowić próbę bo za pierwszym razem nie dodaje się komentarz.
A chciałam poinformować, że ja również zrecenzowałam Pani książkę na swoim blogu dobreksiazki.blog.onet.pl
Nie czytałam wcześniej recenzji z webooka, ale moje wrażenia z tej lektury są podobne, mówiąc krótko, podobało mi się i czekam na następną Pani książkę!:)
Poniżej link do mojej recenzji. Pozdrawiam, Damroka!"

recenzja Dobre Książki



poniedziałek, 22 marca 2010

Kolejna recenzja

Trafiłam dziś na kolejną recenzję mojej książki. Tym razem na portalu książkowym. Zapraszam!

recenzja webook


czwartek, 4 marca 2010

Dov'e L'amore


Zakwitły już u mnie krokusy:) I tulipany powoli wychodzą.
Niniejszym ogłaszam więc początek wiosny!!!

Śniegi topnieją, serca topnieją, robi się gorąco:)

Dov'e L'amore - Cher


sobota, 27 lutego 2010

Recenzja

Właśnie odkryłam, że "Miłość wyczytana z nut" została zrecenzowana przez Annę Walicką z wp.pl
Bardzo się cieszę:) I zapraszam do przeczytania:

recenzja - Wirtualna Polska


piątek, 26 lutego 2010

Narzekacze

Są czasoumilacze, są też narzekacze. Oczywiście wolę tych pierwszych, bo ci drudzy wprowadzają nastrój mocno depresyjny. Od nałagowego narzekacza można się zarazić narzekaniem, a już gdy się spotyka narzekaczy na każdym kroku, to epidemia narzekania leci lawiną.
Najaktywniejszą grupą narzekaczy są ostatnio narzekacze pogodowi. Nie sposób się na nich nie natkąć, są wszędzie! I zarażają! A to, że śnieg, że plucha, że zimno, że ciemo, że kiedy się skończy. Zarażona utyskiwaniem, narzekam więc zgodnie: dość już mam tej zimy! Chcę wiosny!

Swoją drogą, słyszał ktoś może kiedykolwiek, że ktokolwiek ma dosyć wiosny????
Ja nie słyszałam! :)


poniedziałek, 15 lutego 2010

Czasoumilacz:)

Uff, mam te buty!!!
Wprawdzie w tym sklepie, w którym je widziałam, nie było mojego numeru, ale przyduszona ekspedientka zdradziła mi adres ich innego salonu, w którym była jeszcze jedna para, więc mam! Teraz będę chodziła głodna, ale w butach:)

Kiedy już je kupiłam, stwierdziłam, że przydałoby się kupić jeszcze coś do ubrania, pasującego do butów, bo buty co prawda piękne, ale obecnie do niczego mi nie pasują... Chodziłam więc po sklepach, wypatrując sezonowych obniżek cen, aby złapać jakąś śliczną okazję, gdy mnie dorwał pewien miły pan. Zaproponował, że za 2 zł. opowie mi kawał. Zgodziłam się, ale po negocjacjach. Za złotówkę. Opowiedział.
Zapytałam go, dlaczego właściwie nie pójdzie do pracy, tylko wydębia od ludzi złotówki. A on mi na to, że on tak właśnie pracuje, bo jest Czasoumilaczem:)


środa, 10 lutego 2010

Buty

Czego kobieta potrzebuje do szczęścia oprócz miłości?
Butów!!!

Zauważyłam je na wystawie dwa dni temu. I od dwóch dni zastanawiam się, czy jeszcze tam stoją. Nie sprawdzałam ceny, nie wchodziłam nawet do środka. Stałam tylko przed witryną sklepu i przez dobre dziesięć minut wgapiałam sie w te buty. Postanowiłam, że jeśli o nich zapomnę przez najbliższe kilka dni, to znaczy że aż tak mi się nie podobały. Ale nie zapomniałam!

W szafie stoi kilka par nieużywanych butów, kupionych w butowym szaleństwie, czy koniecznie muszę mieć następne? Tak! Muszę je mieć! Tylko do czego je włożę? Nieważne. Potrzebuję tych butów.

Ale jeśli są bardzo drogie? Czy będę miała co jeść, jak je kupię?
Hmmm... Niebawem kończy się karnawał i nastaje post... Trzeba pościć. A zatem nie muszę mieć co jeść:)

Buty, buty, butki:) Niedługo po was przyjadę:)


piątek, 5 lutego 2010

Noce magiczne

Nie uważacie, że noce mają w sobie coś magicznego?
O ile za dnia wszyscy gdzieś biegną, zawsze dużo się dzieje, nie sposób ze wszystkim zdążyć - o tyle noce przynoszą spokój, wyciszenie.
Nocą najlepiej mi się pisze, rozmyśla, wsłuchuje w siebie. Nocą lubię czytać, słuchać muzyki, rozmawiać z przyjaciółkami na wielce-ważne-tematy, nie bacząc na rachunki, wszak nocą taryfa jest niższa:)

Noc sprzyja też miłości:) Otuleni nocą kochankowie nie spieszą się, nie ścigają z czasem. Mogą wtulić się w siebie i po namiętnej nocy odpłynąć we wspólny sen.

Noc ma w sobie coś niezwykłego, bo chociaż krótsza od dnia, to jednak czas płynie jakby wolniej...



środa, 3 lutego 2010

Charlie, Charlie

Od kilku dni chodzi za mną ta piosenka:

Charlie, Charlie - Ania Dąbrowska

Nie mogę się opędzić, ciągle nucę. Charlie, Charlie, la la la la la la la :-)



czwartek, 28 stycznia 2010

"Miłość wyczytana z nut"

Dziś premiera mojej książki "Miłość wyczytana z nut", wydanej przez Wydawnictwo Prozami. Patronat objął portal Kobieta.pl.

Polecam!
I pozdrawiam wszystkie romantyczne dusze!

Aleksandra Tyl


poniedziałek, 25 stycznia 2010

Avatar

W weekend byłam na Avatarze. Wyszłam z kina z niepokojem w duszy. Sceny walki, szczególnie w trybie 3D były naprawdę realistyczne.
Sam film, jeśli chodzi o scenariusz, to nic specjalnego. Ot, jakaś korporacja z Ziemi chce wydobywać pierwiastek, znajdujący się na planecie Pandora. Złoża zlokalizowane są akurat w miejscu zamieszkiwanym przez plemię Navi. Tamci nie chcą się wyprowadzić, zaczyna się atak. W międzyczasie jeden z naszych, jako Avatar, mieszkajacy pomiędzy tubylcami (wysłany specjalnie, by poznać ich i przekonać do przeprowadzki), zakochuje się i w miejscu i w dziewczynie z Navi.
Ja widać nic odkrywczego, historia, jakich wiele. Oczywiście zakończona happy endem.
Efekty specjalne natomiast rewelacyjne. Dlatego polecam ten film właśnie dla efektów. Przez 3 godziny możemy poczuć się, jak nie w tym świecie. I o to chyba chodzi!


piątek, 22 stycznia 2010

Summer Wine

Moja ulubiona piosenka:

Summer Wine - Ville Valo & Natalia Avalon

Zakochałam się w niej wiele lat temu, w wykonaniu Nancy Sinatry i Lee Hazlewooda

Summer Wine - Nancy Sinatra & Lee Hazlewood


Tej piosenki mogłabym słuchać bez końca i nigdy mi się nie nudzi.


czwartek, 21 stycznia 2010

W łódce z tygrysem

Śniło mi się dzisiaj, że śnieg się roztopił i płynęłam rzeką z roztopionego śniegu w małej łódce, razem z jakimś bliżej niezidentyfikowanym dzikim zwierzęciem. Prawdopodobnie był to tygrys bengalski. Wczoraj w nocy skończyłam czytać "Życie Pi" Yanna Martela.
No proszę, jak to sny mieszają się z rzeczywistością:) U mnie póki co śnieg jest i jak na razie nie zanosi się na roztopy.



środa, 20 stycznia 2010

Haiti

Słyszałam ostatnio w radiu, że powstaje mnóstwo fikcyjnych fundacji, zbierających datki w celu pomocy ofiarom trzęsienia ziemi na Haiti. Jak widać, nawet w obliczu tak ogromnej tragedii, oszuści nie próżnują. To przykre.
Jeśli więc ktoś ma ochotę wspomóc Haiti, najlepiej zrobić to poprzez znaną organizację. Ja wybrałam Polską Akcje Humanitarną. Poniżej wklejam link z przekierowaniem na ich stronę, gdzie jest podany numer konta oraz numer, na który można wysłać sms.

pomoc dla Haiti



czwartek, 14 stycznia 2010

Szal

Zima. Śniegowa, biała, puchowa. Romantyczna.

Mam ochotę ubrać się w piękny zimowy płaszcz, otulić szalem, na ręce włożyć mufkę, wsiąść do sań i przejechać przez ulice Warszawy. Nowym Światem, ślicznie przystrojonym w błyszczące girlandy, Krakowskim Przedmieściem, aż na Starówkę.

Niestety, nie da się przejechać saniami po Nowym Świecie, chyba że byłyby one na kółkach i z oznakowaniem taxi.

Romantyzm zimy kończy się w momencie, gdy sama muszę odśnieżyć i obskrobać z lodu swój samochód, wyjechać nim z zaspy, dostać się gdziekolwiek przez ośnieżone miasto. O zimowym długim płaszczu nie mam co marzyć, bo niewygodnie i niepraktycznie. Mufka również do niczego się nie przyda, nawet jej nie mam. Zostaje szal.

Szalem mogę wymachiwać, żeby zatrzymać przechodnia męskiego rodzaju, aby pomógł mi popchnąć samochód, by wydostać się ze śniegu. Tak, jednak mimo wszystko zima może być romantyczna.