poniedziałek, 25 stycznia 2010

Avatar

W weekend byłam na Avatarze. Wyszłam z kina z niepokojem w duszy. Sceny walki, szczególnie w trybie 3D były naprawdę realistyczne.
Sam film, jeśli chodzi o scenariusz, to nic specjalnego. Ot, jakaś korporacja z Ziemi chce wydobywać pierwiastek, znajdujący się na planecie Pandora. Złoża zlokalizowane są akurat w miejscu zamieszkiwanym przez plemię Navi. Tamci nie chcą się wyprowadzić, zaczyna się atak. W międzyczasie jeden z naszych, jako Avatar, mieszkajacy pomiędzy tubylcami (wysłany specjalnie, by poznać ich i przekonać do przeprowadzki), zakochuje się i w miejscu i w dziewczynie z Navi.
Ja widać nic odkrywczego, historia, jakich wiele. Oczywiście zakończona happy endem.
Efekty specjalne natomiast rewelacyjne. Dlatego polecam ten film właśnie dla efektów. Przez 3 godziny możemy poczuć się, jak nie w tym świecie. I o to chyba chodzi!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz