czwartek, 14 stycznia 2010

Szal

Zima. Śniegowa, biała, puchowa. Romantyczna.

Mam ochotę ubrać się w piękny zimowy płaszcz, otulić szalem, na ręce włożyć mufkę, wsiąść do sań i przejechać przez ulice Warszawy. Nowym Światem, ślicznie przystrojonym w błyszczące girlandy, Krakowskim Przedmieściem, aż na Starówkę.

Niestety, nie da się przejechać saniami po Nowym Świecie, chyba że byłyby one na kółkach i z oznakowaniem taxi.

Romantyzm zimy kończy się w momencie, gdy sama muszę odśnieżyć i obskrobać z lodu swój samochód, wyjechać nim z zaspy, dostać się gdziekolwiek przez ośnieżone miasto. O zimowym długim płaszczu nie mam co marzyć, bo niewygodnie i niepraktycznie. Mufka również do niczego się nie przyda, nawet jej nie mam. Zostaje szal.

Szalem mogę wymachiwać, żeby zatrzymać przechodnia męskiego rodzaju, aby pomógł mi popchnąć samochód, by wydostać się ze śniegu. Tak, jednak mimo wszystko zima może być romantyczna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz