piątek, 30 kwietnia 2010

Takie tam...

Nadszedł wreszcie upragniony długi weekend. Czy na pewno taki długi? Ledwie poniedziałek dodatkowo, więc chyba bez szaleństw. Co prawda planowałam przedłużyć sobie ten trzydniowy weekend o całe życie i spędzić go pod palmami, permanentnie rozleniwiona, rozbestwiona, rozimprezowana, z drinkiem w ręku... Ale nici z tego, bo nie wygrałam 20-tu milionów. A zatem samolot odleciał beze mnie, drinki z parasolką pije pewnie już ktoś inny. Trudno.

Tak czy siak weekend nadszedł i trzy dni mam zamiar spędzić beztrosko i przyjemnie. Drinka z parasolką też sobie zrobię, a palma stoi na Jerozolimskich, więc właściwie nie trzeba nawet nigdzie lecieć:)


poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Kto zgarnie 20 milionów?

Byłam dzisiaj na zakupach w markecie. Jest tam okienko zakładów lotto. Zauważyłam wielki plakat "kumulacja 20 000 000".
No cóż, 20 milionów drogą nie chodzi... Postanowiłam zagrać. Ale jak tu wytypować 6 liczb, skoro mam ulubionych 7? Wymyśliłam zatem, że zagram systemem na 7 liczb, bo z tyłu losu była o nim informacja (można postawić w systemie od 7 do 12 liczb). Nie wiedziałam tylko, ile taki los kosztuje, a bankrutować na jednym losie jakoś mi się nie uśmiechało. Pani w okienku też nie znała ceny, bo byłam pierwszą, która o to zapytała, no i zaczęła się akcja informacyjna na cały sklep, bo ja nie chciałam zrezygnować z jednej liczby (bo co, jeśli ona akurat padnie?)

Najpierw "pani lotto" krzyczała do pani kasjerki, czy wie coś na temat systemu. Tamta nie wiedziała, ale za to cała kolejka przy kasie wykazała mocne zainteresowanie tematem, więc uznałam, że może inni też chcieliby wiedzieć... Nie odpuszczę, nie odejdę, dopóki nie dowiem się, ile kosztuje taki zakład. "Pani lotto" dopytywała więc kolejnych pracowników sklepu, ale nikt nie wiedział. W końcu jakaś inna pani kasjerka przyprowadziła mężczyznę, przedstawiając go, jako specjalistę od zakładów gier liczbowych. Pan ze spuszczoną głową przyznał nieśmiało, że on owszem, grał systemem, ale wiele lat temu, więc już nic nie pamięta. Tłum wokół nas był już coraz większy, wszyscy chcieli wiedzieć. Ktoś zaproponował, że zadzwoni do znajomego, żeby sprawdził w internecie, ale jak na złość ów znajomy nie odbierał. Inny zaczął wyliczać hipotetycznie, ile też zakład na 7 liczb mógłby kosztować, ale się pogubił w swoich obliczeniach i nie wskazał konkretnej sumy.

W końcu przyszła kierowniczka sklepu. Przyznała, że ona też nie wie, ale podeszła ze zrozumieniem do mojego obsesyjnego wręcz pragnienia obstawienia wszystkich siedmiu ulubionych liczb i zaproponowała, żebym postawiła ten zakład, a jeśli okaże się za drogi, to można będzie anulować. Przystałam na tę propozycję, wszyscy wyczekiwali w napięciu.
21 zł. Sporo, bo normalnie zakład na 6 liczb kosztuje 3 zł. Anulować? A jeśli te akurat liczby padną?? Nie daruję sobie, że anulowałam. Zagrałam.

W drodze do domu wyliczyłam, że to się nie opłaca. Za 21 zł mogłabym mieć siedem normalnych losów po 6 liczb z różnymi typowaniami. Jestem więc nieekonomiczna i nielogiczna. Zamiast sześciu mam jeden los za 21zł.

21 zł. Jak 21 gramów, tyle ile waży podobno dusza...


piątek, 23 kwietnia 2010

róża...

No i gdzie ta wiosna???? Niby tulipany i żonkile już rozkwitły, drzewa wypuściły pąki, ale ziiimno jak diabli i wcale nie jest wiosennie.

Wyobraźcie sobie, jakiś czas temu, chyba na walentynki (czyli ho ho dawno temu w lutym) dostałam od mojego mężczyzny różę. Taką zwykłą, ciętą, z kwiaciarni. Oczywiście wstawiłam ją do wazonu, jak to zazwyczaj się z kwiatami robi. Po jakimś czasie ładnie się zasuszyła, więc szkoda mi jej było wyrzucać. Przestawiłam więc na parapet i tak sobie stała zasuszona, zapomniana... A teraz, gdy w końcu zdecydowałam się jej pozbyć, okazało się, że wypuściła korzenie! Tym sposobem od góry była zasuszona, a od dołu żywa:)
Zasadziłam ją więc w ogródku i teraz się martwię, żeby mi nie zamarzła.

Swoją drogą, jak silne musi być uczucie, skoro zasuszony kwiat wciąż żyje:)


wtorek, 13 kwietnia 2010

10.04.2010 Tragedia w Smoleńsku

Wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Jest mi bardzo smutno, nie sposób przestać o tym myśleć.

Każda śmierć napawa smutkiem. Czy to katastrofa lotnicza, czy wypadek samochodowy, kataklizm, czy zwykłe umieranie w skutek choroby. Każdy człowiek jest ważny. Tu jednak zginęli ludzie, którzy troszczyli się o nasze wspólne dobro, o nasz spokój, o naszą przysłość, nasz kraj. Tym bardziej więc wstrząsająca staje się ta tragedia, bo zginęło ich w jednym czasie tak wielu.

Jestem pewna, że dusze osób, które zginęły w tej tragicznej katastrofie widzą teraz z góry nasz kraj i świat, nasz smutek i żałobę.
Widzą z pewnością również to, że wielu ludzi na świecie, którzy wcześniej nie interesowali się historią, teraz dowiedziało się o Katyniu.




wtorek, 6 kwietnia 2010

Przemiana minister Kalaty

Jestem w szoku. Ci którzy oglądali pewnie również, a tym, którzy nie oglądali podrzucam link do ddtvn, gdzie umieszczony jest filmik z sobotniego programu.
DDtvn - Przemiana Anny Kalaty

Niezwykła przemiana ze zwyczajnej, niewyróżniającej się "baby" - w śliczną, uroczą kobietę. Jestem pod wrażeniem, zresztą nie tylko ja, bo obserwując reakcję znajomych, chyba każdy jest pod ogromnym wrażeniem tej Przemiany. I nieważne, czy - jak sugerują niektórzy - stał za tym jakiś super indyjski chirurg plastyk, być może wystarczyło schudnąć, poprawić zęby i fryzurę, a efekt jest po prostu piorunujący! Śliczna!

I niech mi nikt nie mówi, że wygląd nie ma znaczenia:)


sobota, 3 kwietnia 2010

Wielkanoc

Nadeszły Święta, a wraz z nimi istne szaleństwo SMS-owych wierszyków. Czy to Boże Narodzenie, czy Wielkanoc, Polacy odkrywają w sobie pokłady twórczej energii. Nie wszyscy... Większość wierszyki wysyła, jak popadnie, klikając klik klik, prześlij dalej i dalej. Czasem zapominając nawet, że należałoby zmienić imię w podpisie. I tym sposobem możemy dostać wierszyk świąteczny od wujka Gerarda, którego nigdy nie posiadaliśmy lub od niejakiej Pysi (kim u licha jest Pysia???).

Tak czy siak, fajnie, że choć mało twórcze - to jednak życzenia, co znaczy, że istniejemy w czyjejś skrzynce adresowej i ktoś o nas pamięta. Nawet ci, których wcale nie znamy:)

Ja nie wierszykiem, a po prostu, życzę Wam
Wesołych Świąt, spokojnych i radosnych, a w Śmigusa Dyngusa nie żałujcie sobie wody! Ponoć im więcej jej zostanie wylane, tym większe szczęście czeka oblanego:)