piątek, 30 kwietnia 2010

Takie tam...

Nadszedł wreszcie upragniony długi weekend. Czy na pewno taki długi? Ledwie poniedziałek dodatkowo, więc chyba bez szaleństw. Co prawda planowałam przedłużyć sobie ten trzydniowy weekend o całe życie i spędzić go pod palmami, permanentnie rozleniwiona, rozbestwiona, rozimprezowana, z drinkiem w ręku... Ale nici z tego, bo nie wygrałam 20-tu milionów. A zatem samolot odleciał beze mnie, drinki z parasolką pije pewnie już ktoś inny. Trudno.

Tak czy siak weekend nadszedł i trzy dni mam zamiar spędzić beztrosko i przyjemnie. Drinka z parasolką też sobie zrobię, a palma stoi na Jerozolimskich, więc właściwie nie trzeba nawet nigdzie lecieć:)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz