piątek, 14 października 2011

Chodzą za mną Chinki



Kilka dni temu skończyłam lekturę książki Lisy See "Kwiat śniegu i sekretny wachlarz". I od tamtej pory "chodzą" za mną te Chinki.
Ciągle myślę o tym, jak trudno było im żyć w takiej kulturze. Szczególnie wstrząsnęły mną opisy krępowania stóp - niezwykle obrazowe, działające na wyobraźnię - przyznam, że musiałam kilka razy odkładać tę książkę, nie byłam w stanie jej w tym momentach czytać.

Oczywiście, posiadam ogólną wiedzę na temat kultury Chin, wiem że Chinkom krępowano stopy. Nie zdawałam sobie jednak sprawy z drastyczności tego rytuału. Byłam przekonana, że stopy obwiązuje się ciasno bandażami, aby zachowały swój maleńki rozmiar i więcej nie rosły. Nie miałam pojęcia, że palce podwija się pod spód i się je łamie, nie miałąm pojęcia, że tworzą się przy tym wiecznie niezagojone rany.
A chyba najgorsze w tym wszystkim jest, że ów proceder wymyśliła KOBIETA - konkubina cesarza.

A zatem wysuwa się znana od wieków konkluzja: kobiety kobietom zgotowały taki los.
To smutne. I smutne jest to, jak wiele kobiety muszą znosić (na całym świecie - wszak to jeszcze nie wszędzie się zmienia), aby dorównać mężczyznom...

A przecież my, kobiety, niezależnie od kultury czy szerokości geograficznej - jesteśmy silne, potrafimy walczyć. Myślę, że czasem po prostu zbyt szybko przyjmujemy uległą postawę.

Dlaczego tak się dzieje? Może Wy macie jakieś teorie na ten temat?


4 komentarze:

  1. Myślę że po prostu tak zostajemy wychowane od dziecka, a brak jest nam siły poparcia z zewnątrz, żeby walczyć o swoje. Niby to się zmienia, ale nie do końca, bo przecież wciąż kobiety w Polsce zarabiają mniej, wciąż jest ich ledwie garstka w polityce czy na eksponowanych stanowiskach. Ja sama pracuję w firmie, w której w zarządzie są sami mężczyźni. Jest owszem jedna pani dyrektor, ale i tak to mężczyźni podejmują ostateczne decyzje. Raczej nie liczę na to, żebym szybko awansowała na wysokie stanowisko, mimo, że uważam iż jestem równie dobra w tym co robię co moi koledzy. Rzeczywiście smutne to, jak tam o tym pomyśleć. A może właśnie za rzadko o tym myślimy, żeby coś naprawdę spróbować zmienić na własnym podwórku.
    Pozdrawiam, Ania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo mamy to w genach. Przenoszone jak choroba. Od zarania dziejów. Od epoki kamienia łupanego. Mężczyźni polowali, kobiety pilnowały ognisk, gotowały i rodziły dzieci. Każda z tych funkcji jest ważna i już wtedy można było pomyśleć o równouprawnieniu. Ale to faceci pokazywali swoją siłę mięśni - wlokąc kobiety za włosy do jaskiń. Niby to metafora, ale trafnie pokazuje jak było na samym początku. Silniejszy wygrywa, słabszy musi się dostosować.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja uważam, że kobiety same są sobie winne. Niby chcą równouprawnienia, niby są silne, ale tak na prawdę to najchętniej tylko by leżały i pachniały, przyjmowały prezenty i kwiaty od zakochanych w nich mężczyzn. Przynajmniej tak właśnie widzę po swoich koleżankach, które nienawidzą swojej pracy i głównym tematem rozmów jest to jak złapać bogatego męża, żeby nie musieć pracować. Gdyby było inaczej i gdyby chciały czegoś więcej to nie marudziłyby jak im źle tylko starały się coś zmienić a nie oglądać się na facetów. No ale tak jest chyba wygodniej i tyle.
    Ja oczywiście jestem inna:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najbardziej szokujące jest to iż krępowanie stóp wymyśliła kobieta - to chore i nieludzkie zwyczaje... Ciężko mi się czytało ten tytuł. Nie mam bladego pojęcia dlaczego Chinki godza się na takie postępowanie, dlaczego to trwa nadal....

    OdpowiedzUsuń