środa, 23 maja 2012

pomarańcze w Barcelonie


Podczas, gdy u nas przyroda budzi się do życia, w Barcelonie drzewa uginają się od dorodnych pomarańczy. Niezwykły to widok. Tym bardziej, że uchwycony w samym centrum miasta.
Przesyłam Wam pomarańczowe pozdrowienia:)



A tu jeszcze dwa zdjęcia pokazujące niezwykłe kontrasty tego miasta.







poniedziałek, 14 maja 2012

Szczęście pachnie bzem


Dziś premiera powieści "Szczęście pachnie bzem".
Książka swoją przedpremierę miała na Targach w Warszawie.
Cieszę się, że wyszła w momencie, gdy wokół kwiną bzy:)



czwartek, 10 maja 2012

ABC u Sabinki



Dziś zapraszam Was na blog "Sabinkowe czytanie", gdzie ukazało się kolejne ABC. Tym razem ze mną:)
Zapraszam do udziału w konkursie, w którym wygrać będzie można moją najnowszą powieść.

Cieszę się, że mogłam uczestniczyć w tej zabawie i dziękuję Sabince za pamięć i okazaną mi cierpliwość:)

Wrzucam link:
ABC Sabinkowe czytanie


wtorek, 8 maja 2012

Przyszedł maj, a z majem bzy



Kiedy wyjeżdżałam na majówkę mój prywatny przydomowy bez dopiero co wypuszczał pączki:)
Nie sądziłam, że uda mu się w ciągu tygodnia rozkwitnąć. Tymczasem, gdy wróciłam do Warszawy czekała na mnie niespodzianka: rozkwitł! Jest śliczny, nie mogę się napatrzeć.
Zrobiłam nawet zdjęcie w popołudniowym słońcu.


sobota, 5 maja 2012

Uroczy wieczór przy jazzie

Mam nadzieję, że nie przepracowujecie się podczas długiego weekendu?
Ja spędzam majówkę w górach - w Ustroniu. Od kilku dni upajam się widokami oraz świeżym górskim powietrzem, popijając (hmmm... wypadałoby napisać, że Ustroniankę..., ale w hotelu dają niejaką "Górską Naturę" - producent pepsico. Cóż za ignorancja z ich strony!)wodę - w dzień, a wieczorami nie sposób w górach odmówić sobie czegoś o wyraźniejszym smaku:)

Dziś załamała się pogoda, siąpił deszcz. Z okna mam cudny widok na góry, dzięki czemu nawet w taką pogodę przyjemnie jest oglądać zachmurzone, osnute mgłą szczyty.
Wieczorem miasteczko wymiera. Niewiele się tu dzieje, ale dzięki taksówkarzowi odkryłam miejsce, w którym ma się ochotę siedzieć wciąż i wciąż. Niejaki Angel's pub. Jeśli będziecie w Ustroniu to koniecznie tam zajrzyjcie, bo warto.
Dziś spędziłam tam uroczy wieczór - grano muzykę na żywo. Tomasz Pala Trio. Jazzujące, przyjemne kawałki, a że siedziałam wbita w miękką kanapę niemalże pod sceną - oprócz walorów słuchowych mogłam również cieszyć oczy widokiem przystojnego pianisty. Well... Napisałam już powieść o skrzypku, może więc czas na pianistę? Tak czy inaczej - wrażenia z wieczoru naprawdę przyjemne.

I dochodzimy do sedna sprawy, o której Wam chciałam napisać, a może nawet podyskutować.
Otóż: miejsce fantastyczne, z klimatem, dziś koncert, w sam raz na taki siąpiący deszczem wieczór.
A ludzi - brak. Szok. Kilka stolików zajętych, choć spodziewałabym się tłumów. Wszak dodatkowo jest długi weekend, mnóstwo turystów - nie mówiąc już o stałych bywalcach sanatoriów tutaj.
A mimo to wiało pustką.
Kelner żalił się, że ostatnio rzadziej organizują takie koncerty, ponieważ nie ma ludzi.
- Jak to nie ma ludzi - pytam się. - Przecież na ulicach potykają się o siebie, w knajpach siedzą, po górach chodzą.
- No, po prostu nie ma chętnych... - wyjaśnił smutno.

Taksówkarz był bardziej rozmowny. Okazało się, że ludzie owszem są - tyle że walą tłumnie do smażalni ryb (sic!), gdzie co wieczór odbywają się tańce przy akompaniamencie muzyki z płyt.
Zajrzałam do Smażalni... Pękała w szwach! Cały przekrój społeczeństwa: od młodzieży, poprzez starszych, aż po mocno posuniętych w latach kuracjuszy.
No fajnie, ludzie lubią się zabawić, potańczyć. Ale w Smażalni? Smażalni????
Podczas, gdy kilka minut spacerkiem dalej jest urocze miejsce z muzyką na żywo i doskonałym wystrojem wnętrza - dbałość o szczegóły imponująca. W dodatku pyszne jedzenie (ceny normalne).

Zadaję więc sobie pytanie: dlaczego ludzie wybierają Smażalnię???

Oczywiście nie mam nic przeciwko smażalniom czy innym. Zastanawia mnie tylko proporcja: tu tłum, a tam wieje pustką...

Może ktoś z Was pokusi się o diagnozę?

Pozdrawiam z gór!
Aleksandra Tyl