sobota, 5 maja 2012

Uroczy wieczór przy jazzie

Mam nadzieję, że nie przepracowujecie się podczas długiego weekendu?
Ja spędzam majówkę w górach - w Ustroniu. Od kilku dni upajam się widokami oraz świeżym górskim powietrzem, popijając (hmmm... wypadałoby napisać, że Ustroniankę..., ale w hotelu dają niejaką "Górską Naturę" - producent pepsico. Cóż za ignorancja z ich strony!)wodę - w dzień, a wieczorami nie sposób w górach odmówić sobie czegoś o wyraźniejszym smaku:)

Dziś załamała się pogoda, siąpił deszcz. Z okna mam cudny widok na góry, dzięki czemu nawet w taką pogodę przyjemnie jest oglądać zachmurzone, osnute mgłą szczyty.
Wieczorem miasteczko wymiera. Niewiele się tu dzieje, ale dzięki taksówkarzowi odkryłam miejsce, w którym ma się ochotę siedzieć wciąż i wciąż. Niejaki Angel's pub. Jeśli będziecie w Ustroniu to koniecznie tam zajrzyjcie, bo warto.
Dziś spędziłam tam uroczy wieczór - grano muzykę na żywo. Tomasz Pala Trio. Jazzujące, przyjemne kawałki, a że siedziałam wbita w miękką kanapę niemalże pod sceną - oprócz walorów słuchowych mogłam również cieszyć oczy widokiem przystojnego pianisty. Well... Napisałam już powieść o skrzypku, może więc czas na pianistę? Tak czy inaczej - wrażenia z wieczoru naprawdę przyjemne.

I dochodzimy do sedna sprawy, o której Wam chciałam napisać, a może nawet podyskutować.
Otóż: miejsce fantastyczne, z klimatem, dziś koncert, w sam raz na taki siąpiący deszczem wieczór.
A ludzi - brak. Szok. Kilka stolików zajętych, choć spodziewałabym się tłumów. Wszak dodatkowo jest długi weekend, mnóstwo turystów - nie mówiąc już o stałych bywalcach sanatoriów tutaj.
A mimo to wiało pustką.
Kelner żalił się, że ostatnio rzadziej organizują takie koncerty, ponieważ nie ma ludzi.
- Jak to nie ma ludzi - pytam się. - Przecież na ulicach potykają się o siebie, w knajpach siedzą, po górach chodzą.
- No, po prostu nie ma chętnych... - wyjaśnił smutno.

Taksówkarz był bardziej rozmowny. Okazało się, że ludzie owszem są - tyle że walą tłumnie do smażalni ryb (sic!), gdzie co wieczór odbywają się tańce przy akompaniamencie muzyki z płyt.
Zajrzałam do Smażalni... Pękała w szwach! Cały przekrój społeczeństwa: od młodzieży, poprzez starszych, aż po mocno posuniętych w latach kuracjuszy.
No fajnie, ludzie lubią się zabawić, potańczyć. Ale w Smażalni? Smażalni????
Podczas, gdy kilka minut spacerkiem dalej jest urocze miejsce z muzyką na żywo i doskonałym wystrojem wnętrza - dbałość o szczegóły imponująca. W dodatku pyszne jedzenie (ceny normalne).

Zadaję więc sobie pytanie: dlaczego ludzie wybierają Smażalnię???

Oczywiście nie mam nic przeciwko smażalniom czy innym. Zastanawia mnie tylko proporcja: tu tłum, a tam wieje pustką...

Może ktoś z Was pokusi się o diagnozę?

Pozdrawiam z gór!
Aleksandra Tyl


9 komentarzy:

  1. niedawno zastanawiałam się nad tym samym! Mieszkam w małej miejscowości, gdzie niewiele jest miejsc, w których można spedzić miło czas. Jest pizzeria, jeden bar, ale taki kiepsk z automatami do gier no i jest cukiernia, gdzie zawsze się chodziło na ciastka i lody. Wystrój żaden, bo niezmieniany od lat. Brudne firanki, popękane stoliki, latem pełno os i much. Ale kupowało się tam, bo nie było innej.
    A w ubiegłym roku została otworzona druga cukiernia - kawiarnia. Z prawdziwego zdarzenia. Przytulna, ładna, czysta. Duzy wybór ciastek i ładnie podane. Nawet na wynos jak się bierze to jest ładne pudełeczko. Ceny takie same jak w tej drugiej pomimo że moim zdaniem ciastka większe i lepsze. A ludzie i tak chodzą do tej starej. Czasem kolejka się robi przed wejściem, szczególnie w niedzielę. Mogliby pójść ulicę dalej i posiedzieć w spokoju, to wolą gnieść się w cukierni, w której nawet nie ma porządnej łazienki.
    Jest to dla mnie niezrozumiałe. Niedawno rozmawiałam o tym z kuzynką, która mnie odwiedziła i uznałyśmy, że może to wynika z przyzwyczajeń?
    Albo ludzie nie lubią ładnych miejsc, bo boją się że zniszczą? Nie mam zielonego pojęcia z czego to wszystko wynika, ale boję się, że jeśli tak dłużej pójdzie to ta nowa cukiernia po prostu upadnie. Szkoda by było, bo jest tam naprawdę ładnie i przyjemnie, można poczytać książkę, wybrać się na randkę.
    Kasia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hi hi, ale się uśmiałam czytając o tej smażalni! Dziękuję za poprawienie humoru przed snem!
    Pozdrawiam! Baśka B.

    OdpowiedzUsuń
  3. To jeszcze raz ja. Musi pani zmienić ustawienia, bo przy komentarzu pojawia się dziwna data i godzina, a u mnie jest już właściwie 6-ty, wpół do pierwszej w nocy! (i siedzę grzecznie w domku - chociaż może powinnam poszlajać się po jakiejś smażalni, kto by pomyślał, że taki tam nocny ruch :)
    Pozdrawiam jeszcze raz i ide spać:) Baśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Udało mi się poszukać w ustawieniach i zmieniłam, powinno być już dobrze:)

      Usuń
  4. Dobre pytanie! Muszę nad tym pomyśleć, choc sądzę, że to szerszy problem społeczny. Mniej wiecej na tej samej zasadzie co czytanie, które jest elitarne w przeciwieństwie do oglądania wszelkiej maści telewizyjnych show. I pewnie proporcja podobna: ilu ludzi zasiada w niedziele, żeby obejrzeć taniec z gwiazdami, a ilu w tym czasie spędza czas czytając książkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem obserwatorko czy twoja diagnoza jest trafna, ponieważ ja na przykład lubię i przeczytac książke i obejrzec taniec z gwiazdami. Więc byc może wcale nie o to chodzi. Choc przyznaję, że mimo, iż lubię tańczyć to raczej nie poszłabym w tym celu do smażalni ryb:) O, na pewno nie do smażalni! Bałabym się, że przesiakne zapachem starego oleju:)

      Usuń
  5. Chyba nie czytałaś z uwagą Hrabianko, ponieważ w przykładzie który podałam chodziło mi o proporcje. Chyba nie powiesz, że tyle samo ludzi ogląda TzG i czyta książki? Gdyby tak było raczej nikt nie mówiłby o zapaści czytelnictwa w naszym kraju.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie chodziło o to, że można robić i to i to, niekoniecznie w tym samym czasie. Ale masz rację proporcje nie są zachowane.

    OdpowiedzUsuń