piątek, 29 czerwca 2012

Polowanie na myszy


Jeszcze nie skończyło się moje polowanie na skarpetki, a już zaczęło się kolejne.
Tym razem na... myszy.

Moja kotka, gdy tylko robi się ciepło, wykorzystuje każdą okazję, by wymknąć się z domu. Na szczęście nie jest zbyt odważna, by podróżować daleko, zazwyczaj czatuje pod domem, wypatrując w trawie ruszających się zwierzątek. A to przyplącze się ptaszek, a to mysz. Kocica dumna i blada przynosi zdobycze do domu. Żywe zazwyczaj, więc potem jest problem, żeby gościa złapać i odnieść w bezpieczne miejsce. Nie mówiąc o tym, że gość ów mocno jest zestresowany przymusową u nas gościną.
Kocica się tym nie przejmuje. Nie rozumie, że to, co dla niej jest zabawą w kotka i myszkę, dla biednej myszki już takie zabawne nie jest.

Wczoraj znów przyprowadziła w zębach koleżankę i dobrze się bawiła. Myszka wpadła do łazienki, kocica za nią, na końcu ja, bo w porę zauważyłam co się dzieje.
Wygoniłam kota, zamknęłam drzwi i zaczęłam gorączkowo się rozglądać za jakimś pojemnikiem, do którego mogłabym włożyć zwierzątko. W tym czasie myszka śmignęła wzdłuż ściany, hyc za rurę i tyle ją było widać.
Wyszłam więc, zamknęłam drzwi i czekałam na ratunek w postaci męża.
Kiedy przyjechał wpadł na pomysł, aby zastawić pułapkę, a mianowicie słoik z serem. Naiwnie liczył na to, że mysz zapomni o czającym się gdzieś nieopodal kocie i skuszona zapachem przyjdzie na ucztę. Nie była taka głupia. Kilka godzin i nic.
Dzieciaki miały za to radochę, czatując pod drzwiami i obserwując przez szparę pusty słoik.
Po kilku godzinach mąż uznał, że zmieni metodę. Zamknie się z tym lwem sam na sam, wypłoszy go zza rury i złapie w słoik. Zaopatrzył się więc w patyk do szaszłyków, by móc dostać się nim w mało dostępną szparę za rurą. Wcześniej wyjaśnił zdezorientowanym dzieciom, że nie będzie myszki nabijać i na pewno nie położymy jej na grillu, a jedynie tępym końcem chce ją trochę sploszyć, żeby wyszła z ukrycia.

Niestety, metoda okazała się nieskuteczna, ponieważ... myszki za rurą nie było. Musiała się przemieścić niewiadomo gdzie. Ponoć myszy potrafią wejść w każdą szparę (jak skarpetki:) )

Minął wieczór, przyszła noc... A z nocą dziwne hałasy w przedpokoju.
Kocica przewracała stojące tam buty, robiąc z nich pobojowisko. Domyśliłam się, że mysz, myśląc iż wszysycy już śpią, wyszła z kryjówki i zamierzała opuścić nasz dom, ale kot był czujny.
Bałam się zaglądać między buty, a nie chcąc budzić męża, pozamykałam dookoła wszystkie drzwi i wróciłam do łóżka mając nadzieję, że jeśli mysz weszła do jakiegoś buta, to właśnie do jego.
Rano na wszelki wypadek kazałam dzieciom założyć sandały, sama również tak zrobiłam, a męża lojalnie uprzedziłam, że może go czekać niespodzianka.

Wrociwszy po południu znalazłam tę mysz. Piętro niżej, przy schodach, stała nieruchomo. Przeszłam obok niej, nie wyglądała na martwą, ponieważ stała - łapki rozczapirzone, ogon prosto. Ale że stała jak posąg, to nie wyglądała też na żywą.
Jako że mysz się nie ruszała, to i kocica straciła nią zainteresowanie.
Bałam się ją ruszać - bo ogólnie boję się myszy. Znów pozamykałam drzwi, żeby gdzieś nie wbiegła i czekałam na posiłki w postaci męża.
Kiedy przyjechał zapomniałam mu o niej powiedzieć i zrobiłam to dopiero późnym wieczorem. Mysz więc stała w niezmienionej pozycji kilka ładnych godzin!
Okazało się, że żyje! Była chyba na tyle już wymęczona, zestresowana, że nie miała siły się ruszyć.
Wyniósł ją na dwór. Mam nadzieję, że biedna myszka dojdzie do siebie.
A ja czekam na kolejną zdobycz mojego kota. I znowu zacznie się polowanie. Uroki lata...


4 komentarze:

  1. KOCIE POLOWANIA LATEM W OGRODZIE TO JEST PO PROSTU U MNIE W DOMU CODZIENNOŚĆ.OBSEROWOWANIE TO BAJKA!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę Wam tych futer, ja jeszcze czekam na swoje...
      Kilka lat temu jeszcze w domu rodzinnym byłam dyżurnym łowcą myszy. Piękne to były obrazki. Bracia i rodzice na krzesłach, kanapach krzyczeli, a ja uganiałam się za myszą wokół pokoju. Bo u mnie nikt myszki do ręki nie weźmie. Histeria zbiorowa :)
      A tak nie na temat - choruję od środy. Zdążyłam wchłonąć Aleję Bzów, wczoraj dokończyłam Miłość Wyczytaną z Nut. A dziś dogorywam i planuję, jakby tu jutro Empik najechać w poszukiwaniu Szczęścia...

      Usuń
  2. Jakie szczęście spotkało mnie, że nie mam kota.. ;-) Bardzo, ale to bardzo boję się myszy, więc nie przeżyłabym, gdybym mogła natknąć się na nie w każdym zakamarku swojego domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojjj... Szczęście to może człowieka spotkać, kiedy zamieszkuje z kotem, nie przy jego braku :) Kot to cudowna istota, bardzo autonomiczna, z charakterem. Kot nie jest uległy i ślepopoddańczy, jak bywają psy. Pies kocha, bo takie ma "ustawienia domyślne". Zyskać względy u kota... to już wyższa szkoła jazdy :) Ja czekam niecierpliwie na dom, żeby mieć i psa i kota - z całym dobrodziejstwem inwentarza :)

      Usuń