środa, 27 czerwca 2012

skarpetkowy potwór



Dziś mało romantycznie - proza życia:)
:) nie ma pomyłki w temacie - jestem już na tyle sfrustrowaną poszukiwaczką zaginionych skarpetek, że postanowiłam o tym napisać.

Otóż u mnie w domu występuje problem znikających skarpetek. Znika zazwyczaj jedna, bo druga jest. Co chwila kupuję dzieciom skarpetki i co chwila zostaję ze stertą pojedynczych sztuk. Moje też giną. Jedynie mój mąż wpadł na pomysł, że kupi sobie kilka par takich samych skarpetek, dzięki czemu problem skarpetek nie od pary się skończy. I rzeczywiście, w jego przypadku o parę nie trudno, ale i tak zawsze gdzieś zostanie pojedyncza - ilość tych samych skarpetek niebezpiecznie się kurczy.

Zaznaczę, że inne ubrania, nawet te najdrobniejsze, nie giną. Tylko skarpetki.
Czasem jestem tak zawzięta, że szukam, nawet w najmniej prawdopodobnych miejscach - no przecież nie mogły się zapaść po ziemię!
Nie ma.

Rozmawiałam z przyjaciółmi, u których występuje dokładnie ten sam problem. Kolega wysnuł teorię, że w pralce jest czarna dziura, która wssysa te skarpetki. Lecz teoria legła w gruzach - wszak giną pojedyncze, nie wsysa par.

Inna wysnuta teoria mówi o skarpetkowym potworze, który nocą podjada skarpetki. Żywi się nimi, nie bacząc, czy małe, czy duże, jakiego są koloru. Lecz to też nie tłumaczy faktu, iż skarpetki znikają pojedynczo.

I trzecia, najbardziej trafna teoria, którą wysnuliśmy: skarpetki zjadają siebie nawzajem!

Ostatnio mój syn spał u swojego przyjaciela z klasy. Dałam mu ubrania na zmianę. Na drugi dzień, gdy po niego przyjechaliśmy okazało się, że tata tego kolegi robił pranie, wrzucił więc i ubranie mojego syna z poprzedniego dnia, żeby dać je nam czyste (jaki miły facet - mój mąż nie pali się do robienia prania). Gdy je oddawał zaznaczył, że... jest tylko jedna skarpetka.

- To nie będę jej zabierać - powiedziałam. - Zostaw u siebie, może się ta druga znajdzie.
- Już szukałem... Albo ją wessało w czarną dziurę, albo została pożarta.
- A może się pokłóciły i teraz ta jedna siedzi gdzieś w kącie... Jak jej przejdzie to może wyjdzie.
- Niemożliwe, do prania wrzucałem dwie. Nie zdążyłaby wybiec z pralki i się schować, zauważyłbym. Prawdopodobnie została pożarta w środku, podczas prania.
- Biedna. A ta złośliwa - spojrzałam na leżącą, upraną, pozornie niewinną skarpetkę. - Bestia.

Skarpetka trafiła do koszyka z pojedynczymi skarpetkami, w nadziei, że jej druga połówka może się jednak odnajdzie. Chociaż nie mamy złudzeń - nie znajdzie się.
Ja też mam taki koszyk i niestety, zamiast ubywać - pojedynczych skarpet w nim przybywa.

To niewiarygodne! Co się z nimi dzieje???





5 komentarzy:

  1. U nas skarpetki znikają, a później znajdujemy je w filtrze w pralce:P
    Może Wasze też tam się gromadzą?!:P

    OdpowiedzUsuń
  2. Izuś, przyznam, że o filtrze nie pomyślałam.
    O kurczę, jeśli rzeczywiście tam lądują, to znajdę niemały magazyn skarpetkowy:) Sprawdzę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo, ciekawa hipoteza z tym filtrem, ciekawe, czy skarpetki się znajdą!
    U nas, niestety, płonne nadzieje. Też kupuję od razu po kilka par identycznych skarpetek, ale to na nic. To chyba jedna z tych tajemnic, których nigdy nikt nie rozwiąże...

    OdpowiedzUsuń
  4. Moich w filtrze nie ma, ale po rozebraniu pralki okazało się, że weszły nie wiadomo którędy pod bęben. Tam zatrzymywały wilgoć i pralka zaczęła w środku nieciekawie pachnieć. Stąd decyzja o rozkręceniu... Dziwne, bo jakimś cudem nie było tam o wiele mniejszych fig czy podkolanówek. Tylko skarpetki :) Swoją drogą, "Skarpetkowy Potwór" funkcjonuje wśród moich znajomych jako realny byt już od dawna :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Melduję, że nie znalazłam w filtrze skarpetek. Znalazłam tam jednak dwie monety, więc warto było pogrzebać:)
    Pod bębęn nie mam możliwości zajrzeć, jednak zajrzałam w bęben,obejrzałam dokładnie i prawdę mówiąc nie mam pojęcia, którędy tam cokolwiek może się przecisnąć... Obwąchałam, ale nie wydzielały się niepokojące zapachy, więc jeśli zaginione skarpetki są gdzieś w czeluściach pod bębnem, to może piorą się na bieżąco:)
    Właśnie wrzuciłam kolejne pranie i kurczę, żałuję, że nie zliczyłam skarpetek. Następnym razem będę je liczyć przed i po. Uparłam się, żeby odkryć tę tajemnicę.

    OdpowiedzUsuń