piątek, 22 lutego 2013

Porzuceni faceci

Zaczęło się od Marka. O romansie żony dowiedział się kilka dni przed sylwestrem. Wszyscy byliśmy w szoku - on najbardziej, to zrozumiałe.
Po kilku tygodniach gruchnęła wiadomośc o Krzyśku. Jego żona także miała romans już od jakiegoś czasu. Wyśledził ją tylko dlatego, że słuchając Marka zaczeło mu świtać, iż jego małżonka przejawia podobne objawy...
Potem poszło lawinowo: Robert, teraz Marcin.
Porzuceni faceci. Porzuceni fajni faceci.
Mój mąż po usłyszeniu kolejnej wiadomości spogląda na mnie podejrzliwie:
- Ty też? - pyta.
- Nie, ja nie - odpowiadam, uśmiechając się słodko. - Na razie - dodaję, żeby nie był zbyt pewny:)

Od kilku tygodni jestem więc cichym obserwatorem facetów, ich zachowań, reakcji w obliczu zdrady.
Pierwszy z nich, po pierwszym szoku chciał wybaczyć, cicho szlochał, potem zaczął pałać żądzą zemsty, która trzyma go do dziś, a pomysłów nie brakuje.
Drugi od razu przeszedł do ofensywy, rzucając dowody na stół i żądając rozwodu z jej winy.
Trzeci miewa różne fazy. Od smutku poprzez nagłą euforię, że znów będzie singlem i świat kobiecych serc znów stanie przed nim otworem.
Czwarty... To najświeższa sprawa. Na razie miota się. Jeszcze się nie przyznał, że wie. Na razie czeka, nie wie co robic. Awantura, rozwód? Czy może przeczekać chwilowy kryzys i miłostkę żony? Ona nie wie, że on wie. Napięcie obserwatorów rośnie.

W oparach towarzyskich skandali, miłości, romansów ujawniają się męskie dociekania, analizy.
- U mojej zaczęło się od włosów. Zmieniła fryzurę.
- Moja też!
- I moja!
- Moja malowała sobie jeden paznokieć na srebrno.
- Nie do wiary! Moja też!
- I moja.

Srebrny paznokieć stał się zatem synonimem zdrady.

Kupiłam dwa lakiery - ciemnoszary i różowy. Ciekawa byłam obydwu kolorów. Może podświadomie, a może świadomie-dla hecy, pomalowałam sobie wczoraj paznokcie na szaro, a jeden z nich na różowo.
Nie uciekło to uwadze mojego męża. Wieczorem, gdy paradowałam z nowo pomalowanymi paznokciami po domu, nagle stanął oszołomiony i rzucił do przyjaciela, który nas odwiedził:
- Paznokieć! Paznokieć!
Tamten przybiegł zaciekawiony.
- Od kiedy malujesz jeden paznokieć na inny kolor? - rzucili się na mnie z przerażeniem.
- Wczoraj jadąc do sklepu zrobiła sobie makijaż - przypomniał sobie mój mąż.
- O Boże, o Boże! - krzyczą obaj.

Paznokieć... Makijaż... który przecież wykonuję codziennie - wcześniej było to chyba niezauważalne:)
Mam ubaw.

Mam ubaw to gorzkie stwierdzenie. Bo wcale nie jest mi do śmiechu. Wszak stoję między młotem a kowadłem. Faceci to koledzy mojego męża. Dziewczyny to moje koleżanki. Jako romantyczka zawsze popierałam i będę popierać to, by ludzie byli ze sobą dlatego, że się kochają i po prostu chcą ze sobą być.
Nie mogę popierać jednak kłamstw i zdrad za plecami. Romasne, miłość. Proszę bardzo - ale nie kłamstwa.
Dlatego nie wtrącam się, nie głaszczę, czekam na rozwój wypadków.
Bo za tymi romansami kryją się kolejne ludzkie dramaty i historie.
Sprawa tyczy się bowiem 30-40 latków. Dziewczyny nie rzucają mężów dla młodych kochanków prosto po maturze, kawalerów bez zobowiązań. Rzucają ich dla innych mężów, którzy uwikłani w romans okłamują swoje żony.
Do tego dochodzą dzieci - małe, nieświadome. Nagle cos zaczyna być inaczej.
Ale to już inny temat, znacznie głębszy.

Pozdrawiam ze środka armagedonu miłosnego, dramatów, które rozgrywają się na moich oczach. Ich bohaterami są faceci. Kobiety wycofały się spłoszone. Dziś widzę się z jedną z przyjaciółek. Właśnie wróciła z romantycznych walentynkowych wojaży. Do wynajętego mieszkania - musiała się wyprowadzić, mąż zmienił zamki w drzwiach, zarządził wyprzedaż sukienek. Jeszcze nie wie, co będzie jutro. Póki co trwają miłosne wakacje. W oszołomieniu, bo zbyt nagle się wydało...



środa, 13 lutego 2013

atak wirusa mutanta


Jako jednostka niezwykle rzadko chorująca - jeśli już to jakieś śmieszne przeziębienia - ze zgrozą zauważam, że po powrocie z ferii padłam ofiarą ataku jakiegoś wirusa-mutanta, który trzyma już kolejny dzień i nie odpuszcza. Gorączka prawie 40 stopni, katar i poza tym żadnych innych objawów.
Niestety nie tylko ja, bo i dzieciaki, a także kilkoro znajomych, którzy byli z nami na feriach. Wirus mutant szaleje, a jutro walentynki. Ostatnia szansa, żeby dziś w nocy wyleżeć, bo inaczej z jutrzejszego wieczoru nici. Nie to żeby był jakoś zaplanowany - nie jest. Ale zawsze przyjemniej spędzać walentynkowy wieczór w zdrowiu niż w gorączkowych omamach.

Jak widać powrót z ferii wyjątkowo brutalny. Wszystkim nam ten cudowny wyjazd odbija się teraz czkawką:)
Brakuje mi słooooońca!

Ale, jak już wspomniałam za pasem walentynki. Ci, którzy mają swoje połówki zapewne obchodzą je codziennie. Ale ci, którzy ich jeszcze nie mają być może dostaną jutro tajemniczy list od tajemniczego wielbiciela:)
Tego życzę!

Buziaki! (serduszkowe oczywiście, mocno różowe i cudnie kiczowate kiss kiss)