środa, 13 lutego 2013

atak wirusa mutanta


Jako jednostka niezwykle rzadko chorująca - jeśli już to jakieś śmieszne przeziębienia - ze zgrozą zauważam, że po powrocie z ferii padłam ofiarą ataku jakiegoś wirusa-mutanta, który trzyma już kolejny dzień i nie odpuszcza. Gorączka prawie 40 stopni, katar i poza tym żadnych innych objawów.
Niestety nie tylko ja, bo i dzieciaki, a także kilkoro znajomych, którzy byli z nami na feriach. Wirus mutant szaleje, a jutro walentynki. Ostatnia szansa, żeby dziś w nocy wyleżeć, bo inaczej z jutrzejszego wieczoru nici. Nie to żeby był jakoś zaplanowany - nie jest. Ale zawsze przyjemniej spędzać walentynkowy wieczór w zdrowiu niż w gorączkowych omamach.

Jak widać powrót z ferii wyjątkowo brutalny. Wszystkim nam ten cudowny wyjazd odbija się teraz czkawką:)
Brakuje mi słooooońca!

Ale, jak już wspomniałam za pasem walentynki. Ci, którzy mają swoje połówki zapewne obchodzą je codziennie. Ale ci, którzy ich jeszcze nie mają być może dostaną jutro tajemniczy list od tajemniczego wielbiciela:)
Tego życzę!

Buziaki! (serduszkowe oczywiście, mocno różowe i cudnie kiczowate kiss kiss)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz