piątek, 23 kwietnia 2010

róża...

No i gdzie ta wiosna???? Niby tulipany i żonkile już rozkwitły, drzewa wypuściły pąki, ale ziiimno jak diabli i wcale nie jest wiosennie.

Wyobraźcie sobie, jakiś czas temu, chyba na walentynki (czyli ho ho dawno temu w lutym) dostałam od mojego mężczyzny różę. Taką zwykłą, ciętą, z kwiaciarni. Oczywiście wstawiłam ją do wazonu, jak to zazwyczaj się z kwiatami robi. Po jakimś czasie ładnie się zasuszyła, więc szkoda mi jej było wyrzucać. Przestawiłam więc na parapet i tak sobie stała zasuszona, zapomniana... A teraz, gdy w końcu zdecydowałam się jej pozbyć, okazało się, że wypuściła korzenie! Tym sposobem od góry była zasuszona, a od dołu żywa:)
Zasadziłam ją więc w ogródku i teraz się martwię, żeby mi nie zamarzła.

Swoją drogą, jak silne musi być uczucie, skoro zasuszony kwiat wciąż żyje:)


1 komentarz:

  1. Ale numer! Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby cięta róża wypuściła korzenie. Kto by pomyślał! Super!

    OdpowiedzUsuń