środa, 6 czerwca 2012

dylematy moralno-ekologiczne


Wyjmowałam listy ze skrzynki, gdy podjechał na rowerze pewien pan. Wiek na oko 35 lat, ubrany w dżinsowe spodnie i t-shirt, a właściwie podkoszulek na ramiączkach.
Myślałam, że chce wrzucić do skrzynki ulotkę, ale on zaczął rozmowę:

On: Dzień dobry (głos cichy, wzrok wbity w ziemię, wywnioskowałam zatem, że nieśmiały)
Ja: Dzień dobry
On: Może ma coś pani do przewiezienia?
Ja: Do przewiezienia? Na rowerze?
On: Mam samochód transportowy, mógłbym coś poprzewozić...
Ja: Aha. Niestety, aktualnie nic nie mam.
On: Gdyby miała pani w przyszłości coś do przewiezienia, to ja chętnie. Mieszkam niedaleko, a ceny mniejsze niż w firmie przewozowej.
Ja: Dobrze, dziękuję za informacje.
On: Wywożę również śmieci, stare meble gdyby pani potrzebowała.
Ja: Stare meble mam, planowałam nawet zamówić kontener w firmie sprzątającej. Mam stary fotel, kilka szafek, które mi zawalają miejsce na strychu.
On: To ja mogę wywieźć. A kiedy?
Ja: Nie wiem, zaskoczył mnie pan dzisiaj, nie myślałam o terminie. Muszę pomyśleć.
On: Mógłbym też coś pomalować...
Ja: Pomalować? Czyli jest pan złotą rączką?
On: Malowałem kiedyś garaż, ale jak trzeba to i dom odmaluję...
Ja: Rozumiem, że po prostu szuka pan zajęcia?

Kiwnął głową.Przyjrzałam się mu bliżej, widać było, że zależy mu na jakiejkolwiek pracy. Rower na którym przyjechał był mocno zniszczony, w metalowym koszyku z tyłu dojrzałam cztery ogórki kiszone w torebce oraz serek homogenizowany. Pomyślałam, że chłopak nie ma pracy, chce zarobić, właściwie dlaczego nie?
Nie miałabym odwagi zaproponować mu odmalowania czegokolwiek w domu, skoro jego jedyne doświadczenie opierało się na malowaniu jakiegoś garażu. Ale pomyślałam, że mógłby wywieźć te stare meble. Przez myśl mi jednak przeszło, że w jego sytuacji raczej nie mogę się spodziewać, iż ma on podpisaną umowę z legalnym wysypiskiem śmieci, a nie chciałabym, żeby wywiózł te meble do jakiegoś lasu. Spytałam więc:

- A dokąd pan te meble wywozi?
On: A różnie, do ludzi. Mam kilku odbiorców. Nie mają czym palić w zimie... To wszystkim się pali.
Ja: ..... (nie wiedziałam, jak zareagować, zaskoczył mnie szczerością) Aha... Wie pan co, to może niech mi pan zostawi numer do siebie i kiedy będę potrzebowała to do pana zadzwonię.
On: Dobrze. (dał mi coś w rodzaju ulotki z numerem telefonu, pożegnał się i odjechał)

Ja natomiast zostałam z dylematami natury moralno-ekologicznej.
Z jednej strony dotarło do mnie, że gdzieś w okolicy mieszkają ludzie, którzy nie mają w zimę czym nagrzać swoich domów. Nie stać ich pewnie na gaz, tudzież węgiel, drewno, czy cokolwiek innego, czym się ogrzewa. Skoro więc mam stare niepotrzebne meble, wykonane z drewna to dlaczego nie miałabym ich oddać do spalenia?
Ano właśnie. Tu zaczynają się dylematy ekologiczne. Wszak meble są malowane farbą, pokryte lakierem etc. Fotel jest oblekany jakąś tkaniną. Raczej nie nadaje się to do spalenia w zwykłym piecu, gdy ulatniające się chemiczne związki mogłyby przedostać się nie tylko do atmosfery, ale przede wszystkim nie wiadomo czy nie zaszkodziłyby wdychającym je ludziom.
Trudno mi sobie wyobrazić, aby skrobali te meble z farby przed spaleniem...

Takie to dylematy mnie naszły...





4 komentarze:

  1. Mieszkam na przedmieściach niewielkiej miejscowości, sąsiadującej z wsią. Sama często jestem narażona na nieprzyjemne zapachy - sąsiedzi wrzucają do pieca, co popadnie. Mimo to nigdy nie reagowałam negatywnie, mimo że choruję na astmę i zdarzają mi się z tego powodu przykre napady kaszlu. Wiem, że ludzie radzą sobie jak mogą, a skoro nie mogę im pomóc, to przecież nie będę przynajmniej utrudniać ich egzystencji. Kwestia zanieczyszczeń wydaje się tutaj niezwykle błaha, bo zważywszy na samochodowe spaliny i ilość brudów emitowanych do atmosfery przez fabryki (tak, tak, wiem dobrze, że od kilku lat stosowane są ograniczenia, np. filtry zakładane na kominy, itp.), to naprawdę niewielki problem. Myślę, Pani Aleksandro, że meble jeszcze się komuś przydadzą, a i miły pan na rowerze przynajmniej sobie dorobi.
    Przesyłam serdeczne pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Neifile, dziekuję za wpis - to pokazuje, że problem paleniu w piecu czym popadnie wcale nie jest taki mały.
    Ja póki co żeby być w zgodzie z własnym sumieniem oddałam tylko czyste drewno (palety drewniane, na których kiedyś przyjechała kostka brukowa), jakieś stare deski, stelaż starego łóżka z ikei - samo drewno niemalowane, bez materaca.
    Meble, które odświeżyłam przekażę potrzebującym w zimę (w ramach świątecznej paczki). Są w bardzo dobrym stanie, pewnie długo komuś posłużą, więc i tak szkoda by było wyrzucać, czy palić nawet po usunięciu farby.
    Tylko fotel został, ale on do niczego się nie nadaje, a tego drewna w nim niewiele, już wolę oficjalnie wyrzucić, niż dawać do spalenia. Mimo wszystko gdzieś w głowie krążą mi myśli o tym, że takie związki są trujące, tylko ludzie nie mają o tym wiedzy.
    Niedawno odkryłam ciekawe programy na tvn player "s.o.s. dla świata". Polecam. Przyznaję, że się mocno zryczałam oglądając niektóre odcinki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak mądrze Pani wszystkim zagospodarowała, faktycznie, problem jest całkiem spory, ale, co gorsza, nie jedyny. Na szczęście znajdują się ludzie, tacy jak Pani, którzy mają ochotę trochę się pogłowić i wedle swojego sumienia postąpić jak najlepiej. To bardzo budujące. :)
      Och, unikam jak mogę oglądania takich programów. Wiem, że świetnie budują świadomość tego, co się dzieje na świecie, ale nie jestem w stanie wystawiać swojej słabej psychiki na np. obrazy krzywdzonych zwierząt. Potrafię wyć jak bóbr przy głupich sitcomach, więc to raczej nie dla mnie, ale po zakończeniu sesji postaram się przemóc i obejrzeć choć dwa lub trzy, więc dziękuję za informację. :)

      Usuń
  3. Myślę, ze takie programy są potrzebne, bo budują świadomość - również moją, bo z wielu rzeczy nie zdawałam sobie wcześniej sprawy (jak chociażby popularne i modne drewno egzotyczne na podłogę - jakim kosztem jest zdobywane i sprowadzane do Europy). Ja też dopiero od niedawna zaczęłam bardziej na to wszystko zwracać uwagę. Rozumiem doskonale, że unikasz takich programów, bo ja też przy nich ryczę. Ale są potrzebne. Otwierają oczy na problemy, które pozornie nas nie dotyczą. Niby są daleko, ale gdy się zastanowić to wszyscy jesteśmy za nie odpowiedzialni.

    PS Udanej sesji życzę!

    OdpowiedzUsuń