czwartek, 8 listopada 2012

Prawie jak Kubuś Puchatek...


Nie cierpię rano wstawać, nie znoszę. Jestem sową, więc poranne wstawanie to dla mnie udręka. No, ale trzeba...
Oczywiście nie potrafię wstać na tyle wcześniej, żeby spokojnie wszystko przygotować przed wyjściem z domu. Zawsze szykuję się na ostatni moment. Jestem mistrzynią malowania się w minutę. Nawet niecałą:)
Najważniejsze to wyprawić dzieci. Podczas gdy one jedzą śniadanie, ja próbuję wypić kawę, co nie zawsze mi się udaje.
Dziś nie zdążyłam wypić kawy, nie zjadłam śniadania, tak więc rano chodziłam niczym śnięty zając.
Przed pracą wstąpiłam do sklepu, żeby kupić sobie bułkę. Z dużą torbą na ramieniu wychodząc z niego... zaklinowałam się w drzwiach. Nie wiem, jakim cudem. Torebka jakoś dziwnie się zakleszczyła i nie mogłam ruszyć ani do przodu, ani do tyłu. Stałam więc zaklinowana w drzwiach, czując się niczym Kubuś Puchatek, zaklinowany w jamce.
Nagle podeszła kobieta, która chciała wejść do sklepu. Stanęła przede mną, czekając aż wyjdę.
- Niestety, zaklinowałam się - poinformowałam ją.
Kobieta była najwyraźniej tak samo niedospana jak ja, bo zamiast mi pomóc, stała i patrzyła na mnie obojętnym wzrokiem.
- Aha - powiedziała w końcu, gdy do niej dotarło, że tak łatwo nie wyjdę. Stała jednak dalej.
A ja krok w tył, krok w przód. I nic, torebka tak zahaczyła, że mogłabym tam tańczyć, a i tak drzwi przyciskały mnie (może sklep nie chciał mnie wypuścić, bo za mało w nim kupiłam?)
Dopiero ktoś od wewnątrz, przesunął moją torbę na tyle, że mogłam wyjść.
Hmmm... Całe szczęście, że zaklinowałam się torebką, a nie jak Kubuś Puchatek - brzuchem. Zawsze to jakieś pocieszenie... :)

Pozdrawiam z zimnej i szarej Warszawy!


4 komentarze:

  1. Hihi, rzeczywiście pocieszające, że to nie o brzuszek chodziło :) Po przeczytaniu Twojego posta pomyślałam, że gdyby Kubuś był chuderlakiem, to ja bym go chyba nie lubiła :):):) coś w tym jest. Dzień zaczął się nie najlepiej, ale ja chciałam zapytać o plany powieściowe, czy są takowe? Czy może dzieci i praca tak wykańczają, że już na to siły nie zostaje?(oby nie) :)
    Miłego dnia

    OdpowiedzUsuń
  2. Szaro i straaaasznie ponuro w Szczecinie!Rozbawiłaś mnie do łez swoją przygodą i od razu chce się żyć!

    OdpowiedzUsuń
  3. Są plany powieściowe:) Kolejna książka ukaże się w przyszłym roku, prawdopodobnie w maju.

    Co do Kubusia Puchatka to masz rację - chuderlawym Kubusiom Puchatkom mówimy nie:)
    A niestety takie się zdarzają. Kiedyś w parku na jakiejś imprezie dla dzieci chodzili przebierańcy, w tym wychudzony Kubuś Puchatek. Dzieci się dziwiły: co on taki jakiś chudy?
    Na to jedna rezolutna dziewczynka: - Bo pewnie był głodny, zabrakło mu miodku i zjadł swój brzuszek... :) :) :) Niezłe wytłumaczenie - śmiałam się z tego z pół dnia:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jola, teraz z perspektywy dnia oceniam, że najśmieszniejsze w całej tej sytuacji było to, że wszyscy jej uczesnicy zachowali przedziwną jesienną powagę: ja stałam utknięta, wykonując chaotyczne ruchy, na mojej twarzy rysowało się prawdopodobnie zdziwienie (bo pierwszy raz utknęłam w drzwiach jakichkolwiek). Pani przezde mną wpatrywała się we mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Ten ktoś, kto mnie wypchnął (mężczyzna w wieku więcej niż średnim), wypchnął mnie z powagą, bez komentarza, jakby robił to tysiąc razy dziennie.
    Po czym każdy poszedł w swoją stronę:)
    No cóż, pogoda chyba sprawia, że wszysycy jesteśmy mocno niedospani z rana:)

    OdpowiedzUsuń